VIDEO

Debiut Karen Maine o dojrzewaniu

Debiut Karen Maine o dojrzewaniu

Debiutancki film Karen Maine „Yes God Yes” to uroczo ironiczne rozprawienie się z chrześcijańskim fundamentalizmem.

Wartości, które stają się więzami

Oto zupełnie inny film o chrześcijańskim fundamentalizmie w USA, opowiedziany w formie lekkiej komedii o dojrzewaniu. Debiutująca reżyserka, Karen Maine, nie mówi nam dokładnie, gdzie na Środkowym Zachodzie umieściła „Yes God Yes”. Wiemy jedynie, że akcja filmu rozgrywa się na początku XXI wieku. Bohaterami jest katolicka grupa młodzieżowa, do której trafia 16-letnia bohaterka Alice. W szkole klasztornej, do której uczęszcza, odznaka otrzymywana na zewnętrznych seminariach jest pożądanym symbolem statusu. W małym miasteczku i tak nie ma zbytniej różnorodności. W zwykłym licealnym filmie nieśmiała Alice byłaby nieodkrytą piękną łabędzią i była na najlepszej drodze, by być kochaną przez wszystkich tuż przed balem maturalnym. W „Yes God Yes” jest pełna obaw, staję przed trudnymi wyborami, które inaczej niż w większości filmów o młodzieży – nie dotyczą tego z kimś iść na bal i jak ubrać się na randkę, ale istoty grzechu. Alice jest bowiem niezwykle i głęboko wierząca, a jej największą obawą jest to, że w efekcie swoich działań i namiętności – czeka ją ostateczne potępienie i wieczność w piekle. W życiu Alice pojawiła się bowiem nieunikniona ciekawość seksualna, pożądanie i wszelkie związane z tym dylematy. Jeśli chcecie wiedzieć, jak zakończy się ta przygoda [po prostu obejrzyjcie ten doskonały dramat komediowy w młodzieżowym stylu.

Dla kogo jest film?

Trudno powiedzieć komu dedykuje swój film Karine Maine. Czy jest to obraz dla młodzieży, czy też ich rodziców. Wydaję się to film uniwersalny i bez względu na to, czy jesteś wielbicielem komedii, czy lubisz filmy z przesłaniem społecznym lub dramaty, to ten obraz ci się spodoba. To film lekki, a jednocześnie niepozbawiony przesłania i stawiający pytania. Fabuła prowadzona jest w sposób przystępny i czytelny, a jednocześnie nie ucieka się do wręcz narzucającej się prostoty, która jest często integralną częścią filmów przeznaczonych dla młodzieży. Nie jest to też film antyreligijny, jak chcieliby go widzieć niektórzy. Choć nietrudno zgadnąć po czyjej stronie jest autorka, to film ucieka od klasycznych obrazów tego typu, w których nakazy religijne i dogmaty pokazywane są jako integralny element duchowości. Wydaję się, że autorka raczej chciała udowodnić, że w starciu z naturalną ludzką seksualnością, dojrzewaniem i potrzebami związanymi z wiekiem, dogmaty są bez szans, zwłaszcza gdy nie znajdują potwierdzenia w postępowaniu tych, którzy je głoszą.